Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/divczata/domains/divczata.org/public_html/themes/atriumi.php on line 20 Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/divczata/domains/divczata.org/public_html/themes/atriumi.php on line 20 Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/divczata/domains/divczata.org/public_html/themes/atriumi.php on line 20 Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/divczata/domains/divczata.org/public_html/themes/atriumi.php on line 20 Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/divczata/domains/divczata.org/public_html/themes/atriumi.php on line 20 Tłumaczenia | Дівчата райської яблуні ~ Dziewczęta rajskiej jabłoni ~ Girls of the Apple Tree of Paradise

Tłumaczenia

Wisława Szymborska. Dwie małpy Bruegla

 

"Dwie małpy Bruegla "

 

Tak wygląda mój wielki maturalny sen:
siedzą w oknie dwie małpy przykute łańcuchem,
za oknem fruwa niebo
i kąpie się morze.

Zdaję z historii ludzi.
Jąkam się i brnę.

Małpa, wpatrzona we mnie, ironicznie słucha,
druga niby to drzemie -
a kiedy po pytaniu nastaje milczenie,
podpowiada mi
cichym brząkaniem łańcucha.

 

Wisława Szymborska Dworzec

 

"Dworzec"

Nieprzyjazd mój do miasta N.

odbył się punktualnie.

 

Zostałeś uprzedzony

niewysłanym listem.

 

Zdążyłeś nie przyjść

w przewidzianej porze.

 

Pociąg wjechał na peron trzeci.

Wysiadło dużo ludzi.

 

Uchodził w tłumie do wyjścia

brak mojej osoby.

 

Kilka kobiet zastąpiło mnie

pośpiesznie

w tym pośpiechu.

 

Do jednej podbiegł

ktoś nie znany mi,

ale ona rozpoznała go

natychmiast.

 

Oboje wymienili

nie nasz pocałunek,

podczas czego zginęła

nie moja walizka.

 

Dworzec w mieście N.

dobrze zdał egzamin

z istnienia obiektywnego.

 

Całość stała na swoim miejscu.

Szczegóły poruszały się

po wyznaczonych torach.

 

Odbyło się nawet

umówione spotkanie.

Poza zasięgiem

naszej obecności.

 

W raju utraconym

prawdopodobieństwa.

Bolesław Leśmian Prolog

„Prolog”,

Bolesław Leśmian

 

Maria Kuncewiczowa. Korona Kwiatów

Rozwidniało się, drzewa spłonęły w pierwszych promieniach słońca, tragarz zatrzasnął za nami drzwiczki od wagonu, drugie ustąpiły same pod naporem ramion i waliz — kurier, ledwie sapnąwszy w Puławach, ruszył dalej, a my wtargnęliśmy z naszą Koroną Kwiatów do dusznego przedziału. Pociąg szedł z Wołynia przez Lwów i ludzie, którzy razem przebiedowali noc, spojrzeli na nas wszyscy jednakowym wzrokiem jak ubogie plemię zbrojnych najeźdźców. Dopiero co wyszliśmy z ogrodu i z domu, w ustach trwał jeszcze rzeźwy smak pomidorów, dopiero co nacięliśmy masę róż, rosa jeszcze na nich błyszczała, dziewczyny świeże były ze snu, chłopcy mieli włosy zaczesane gładko mokrym grzebieniem. Stanęliśmy między ławkami i zamknęli oczy. Napuchnięte, poodciskane policzki, skołtunione grzywy, rozchełstane koszule, skorupy z jaj, mętne lepkie butelki... Za nic nie chciało się tego widzieć. Chciało się odwrócić głowy i wyjść. Nikt chyba nie miał prawu żądać, aby wonny, soczysty świat letni przełamywał się w miejską jesień tu właśnie, w tym wagonie zaśmieconym pestkami.

Zofia Nałkowska. Dzień ten

O słonecznym południu usiadła pani Katarzyna na kamiennym balkonie swego domu. Słodki ciężar słoń­ca, od którego odgrodzona była markizą w białe i rubinowe pasy, kładł się niewidzialnie na jej ciele i pętał je miękkim znużeniem niby siecią jedwabną. Z pustej głębi, znajdującej się pod stopami, szedł drewniany szelest wirujących kół i klaskanie kopyt. Przechyliwszy się ponad balustradę, pani Katarzyna mogła widzieć drobnych ludzi, idących w słońcu bo­kami, a środkiem duże, dobre, oswojone zwierzęta, z gracją grzyw potrząsanych ponoszące za sobą pudła pojazdów. Białawy, duszny kolor powietrza malował głęboką perspektywą wysadzanej drzewami ulicy w gobelinowe, nieczytelne desenie oddalenia.

Obchody jubileuszów Kobylańskiej w Galicji

Ubiegłego miesiąca niektóre czasopisma przyniosły artykuły z fałszywymi informacjami o obchodach 70-lecia Olhy Kobylańskiej, prawdopodobnie dlatego, że w Ukraińskiej Encyklopedii Ogólnej oraz w innych podręcznikach znajdujemy rok 1865 jako dzień jej urodzin. Kobylańska nie ma szczęścia do obchodów jubileuszów w Galicji. Gdy niedawno obchodzono jubileusz jej działalności literackiej, wydarzył się taki nieprzyjemny incydent.

Sekretarz “Towarzystwa pisarzy i dziennikarzy” otrzymał telegram z Czerniowiec. Jego wtedy nie było w domu; żona, odczytawszy telegram, w pośpiechu przeczytała: „Wegen Brateanus Tod Kobylanskas Feier verschoben”. Wyraz „Brateanus” zrozumiała jako chorobę Kobylańskiej i niezwłocznie zatelefonowała do męża z smutną wiadomością o śmierci Kobylańskiej. Wieść poszła po mieście i nawet trafiła do prasy. Kiedy adresat telegramu przyszedł w nocy do domu, zerknąwszy na telegram zrozumiał, że chodzi tu o śmierci rumuńskiego premiera Bratianu. Budzi żonę i pyta ją:

– Wiesz, kto zabił Kobylańską?

Miłość literacka

Z książki Michała Rudnickiego “Pisarze z bliska”:

– Czy nie miała Pani nigdy okazji, – zapytaliśmy Ulianę Krawczenko w podeszłym wieku, – wyraźnie powiedzieć Frankowi, że Pani go kocha?

– Miała, i nie jedną. Lecz on nie miał czasu, żeby mnie wysłuchać.

– Dlaczego Pani nie napisała mu lista?

– Bałam się, że on zacznie w nim poprawiać język i ortografię.

 

Przełożyła Irena Frys

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.