Dzieła literackie

Zofia Nałkowska. Przy torze kolejowym

Należy do tych umarłych jeszcze jedna, ta młoda kobieta przy torze kolejowym, której ucieczka się nie udała.

Daje się poznać już dziś tylko w opowiadaniu człowieka, który to widział i który nie może tego zrozumieć. I żyje też już tylko w jego pamięci.

Wiezieni długimi pociągami w zaplombowanych wagonach do obozów zniszczenia uciekali niekiedy w drodze. Ale niewielu się na taką ucieczkę ważyło. Wymagało to odwagi większej, niż tak bez nadziei, bez sprzeciwu i buntu jechać na pewną śmierć.

Ucieczka udawała się niekiedy. W ogłuszającym łoskocie pędzącego towarowego wagonu nikt z zewnątrz nie mógł usłyszeć, co w środku się dzieje.

Jedynym sposobem było wyłamanie desek z podłogi wozu.

Maria Kuncewiczowa. Przymierze z dzieckiem

I

Sama była w domu.

Przebrzmiały w sieni hałaśliwe kroki; mąż już po­biegł ulicą ku nieciekawym męskim sprawom; po ką­tach mieszkania drgały jeszcze fale słów, śmiechu i krętaniny. Ale szybko marły te fale, zaś na ich miejsce występowała zaskórna woda ciszy.

Pokoje napełniały się zmierzchem. A wśród szarego rozlewu sprzęty — obmyte z cudzego życia — odzy­skiwały twarze własne. Zegar, który przed chwilą je­szcze był obłudnym gorliwcem, drepcącym w kieracie, wkroczył śmiało na ścieżkę wieczności. Potrząsnęły grzbietami stoły, wyzwolone z opresji naczynia, co — podobne stadu wroniemu — rozpościera rządy nad dę­bem. Na sofie napuszyły się jedwabne poduszki i ode­tchnęły różowo hiacynty.

Iryna Wilde. Kradzież

Tekst dostępny w języku ukraińskim.

Olha Kobylańska. Potifara. Szkic

Tekst dostępny w języku ukraińskim.

Maria Dąbrowska. Przyjaźń

Karol pozostał sam.

Usiadł na schodach ganku i patrzył między drzewa, czy w samej rzeczy nie wyjdzie stamtąd ktoś, przed kim trzeba domu strzec, kiedy nikogo w nim nie ma. Ktoś czy coś, jakieś złośliwe licho bez nazwy, które może po opuszczonych dworach płatać figle. Czy na przykład nie nadejdą bandyci. Będą jak najpewniejsi, że w biurku są pieniądze i że w domu nikogo nie ma.

– Ale ja tu czuwam i strzelam. Ostatecznie z floweru można doskonale zabić człowieka.

A jeżeli przyjdą po prostu złodzieje, którzy uciekną jak się tylko poruszę? Tchórze!

Nikt jednak się nie zjawił.

Dopiero na trzeci czy też czwarty dzień podszedł do dworu Wysoki człowiek z krótką, kłaczastą brodą, z rozpalonymi oczyma i uchylonymi ustami.

Dosyć przy tym obdarty.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.