Irena Frys. Wrzos – alegoria straconego losu wiejskiej dziewczyny

(na podstawie powieści “Wrzos” Marii Rodziewiczówny)

Literatura końca XIX wieku nabywa cech realizmu: stawia sobie za cel namalować i pokazać przeciętnego człowieka, który żyje według reguł zdrowego rozsądku i przyjętych w społeczeństwie norm. Taki wzorzec bohatera kreuje Maria Rodziewiczówna. “W powieściach nurtu patriotycznego trzymała się stereotypowych wyobrażeń na temat cnót idealnego Polaka, któregо miało wyróżniać zdrowie moralne, prostota, miłość do ziemi ojczystej, katolicka religijność”[1]. Jednak lirycznym odstępem od takiego obrazu można nazwać główną bohaterkę utworu “Wrzos”, która pomimo pochodzenia, cyniczności i prozaiczności otoczenia, w którym zmuszona była przebywać została odosobniona i samotnia, a nawet wroga innym ludziom, co przypomina nam ideały romantyzmu.

W utworach Marii Rodziewiczówny spotykamy najczęściej przestrzeń kresową, która wprowadza czytelnika w zmitologizowany obszar spokojnego, czarującego życia. „Kresy – to kraina pracy i miłości, to polski raj. Kresowy raj ma dwa aspekty – jest to zarówno określona geograficznie przestrzeń, jak i społeczność ów obszar zamieszkująca. Raj ten jest zagrożony i można go utracić. Opisywana przyroda jest zatem także rajskim ogrodem, gdzie wszystko było dobre, w którym najprostsze, najlichsze rośliny są najpiękniejsze. Najpiękniejsze niekoniecznie dlatego, że są polskie, lecz dlatego, że są swojskie i gdzie indziej po prosu nie spotykane"[2].

Powieść „Wrzos” natomiast obrazuje typowe mieszczańskie środowisko Warszawy, które utkwiło w plotkach i banalnych problemach. Ludzie żyją nie mając żadnego poczucia piękna, nie mówiąc już o moralności i wysokim powołaniu człowieka do tego by swoim życiem przynosić dobro i radość innym. I w takie otoczenie trafia wiejska dziewczyna, która choć zaznała cierpień w domu, nigdy nie myślała, że miasto okaże się piekłem dla niej. Miejskie plotkarki – elita Warszawy czekają z niecierpliwością na pojawienie nowej osoby i nie znajdują nic szczególnego w tej wątłej, prostej wieśniaczce. „Obraz warszawskiego towarzystwa, jego ciekawość widoku „parafialnej gąski”, jego przeróżne okazy – to widzi się plastycznie, a chociaż aluzje do znanych rzeczywistych osób są i tutaj, są jednak mniej plotkarskie, niż w wielu nawet chwalonych „warszawskich” powieściach”3.

Tylko jeden człowiek – sarkastyczny i złośliwy malarz Radlicz widzi prawdziwe piękno Kazi i porównuje ją do wrzosu: “A przecie przypomniała mi kwiat! Wie pani, jaki? Wrzos! Znam takie wrzosowiska w kwiecie. Zdrowie od nich idzie i robią wrażenie czegoś bardzo subtelnego, a silnego. Ona ma taki wdzięk nieświetny, niepozorny. Cieniutka, skromniutka, bez blasków, barw, form okazałych, taka gałązka koralowa, osypana drobniutkim kwieciem, łagodnej barwy, a kształtów nadzwyczaj ślicznych, gdy się im przyjrzeć uważnie! I nie zwiędnie to, i nie osypie się”4.

Autorka odnosi się do biblijnego motywu utraconego raju. Dobrowolne porzucenie raju, rozluźnienie kontaktów z rodziną, z dworem-społecznością i dworem-miejscem, a szerzej – wyjście poza owe trzy kręgi sacrum przestrzeni kresów, powoduje stopniowe zanegowanie wszystkiego, co było atrybutami owego miejsca i społeczności. Wyjazd z kraju dokonywał się jednocześnie z wyborem wartości ze sfery profanum5. Kazia stoi przed wyborem czy żyć zgodnie ze swoimi ideałami czy poświęcić się dla bliskich. Nie ma przed sobą wąskiej lub szerokiej drogi, drzewa dobra i zła jak w Edenie. W jej wyborze wielką rolę odegrał los: panna Kazimiera Szpanowska żyjąca na wsi u ojca poczciwego szlachcica bez majątku i złej a bogatej macochy, wychodzi za mąż za Andrzeja Sanickiego, syna majętnego prezesa. Ona jego nie kocha, on jej nie kocha; ona kocha Stanisława Boguckiego, jest z nim zaręczona, lecz chłopak gdzieś bez wieści zaginął, może na obczyźnie umarł. Andrzej zaś ma utrzymankę, rozwódkę panią Celinę i bynajmniej nie zamierza wydobyć się z jej sideł. Zarówno Kazia jak Andrzej wiedzą o tym wszystkim, a mimo to łączą się dozgonnym ślubem przed ołtarzem. Czemu? Od razu się wie, że dziewczyna chce zejść macosze z oczu, bo ona wtedy może będzie dla starego ojca lepsza; co do Sanickiego, to z początku widzi się tylko, że prezes gwałtem go do tego ożenku ciągnie, dużo później zaś dopiero dowiadujemy się, że Andrzej godzi się na małżeństwo z wiejską ubogą panną, bo tylko po ożenieniu się może dostać spadek po swojej matce. Kazia dla spokoju swojego ojca decyduje się złożyć wielką ofiarę – zawiera małżeństwo z obcym mężczyzną, składa jemu i Bogu nieprawdziwą przysięgę. Pożegnalne słowa babci Boguckiej dziewczyna bierze sobie za motto w dalszym życiu - “Duszy nie zmień, dziecko, duszy nie zmień, zachowaj ją zdrową”4.

Od tej chwili Kazia traci prawdziwą radość, wolność, piękno przyrody, pracę, to wszystko  jest teraz dla niej niedostępne, nie otrzymując nic w zamian. Prezes lubi dziewczynę, ale ta miłość jest bardzo egoistyczna, ponieważ starszy pan wcale nie myśli o uczuciach swojej synowej: “ Czy temu dobremu, rozumnemu dziecku ten dom nie stanie się czyśćcem, o tym prezes nie pomyślał, chociaż niby bardzo Kazię kochał”6. Andzej, jej mąż,  pomimo starań żony by mu nie przeszkadzać, zachowuje się w stosunku do niej bezwzględnie i grubo: “Z rozmysłem brutalnie odtrącił ją i poniewierał, by nawet nie pozostał atom porozumienia i zgody. On rad byłby dyspucie, by żółć swą wyrzucić do reszty…”6. Radlicz, który zakochał się w tej młodej kobiecie i namalował jej obraz w swoim pięknym obrazie, miłował Kazię jak swój ideał, jak muzę: “Obudził się w nim artysta, utajony marzyciel. Była jak kwiat dziki ze szczytów lub odludzia przeniesiony igraszką losu na bruk. Kwiat, który chowało słońce, rosa, ziemiа bujna, a który kochać i czynić nauczyły pszczoły”6. Kazia daremnie usiłuje zwalczyć ogrom nienawiści wokół siebie. Jej wysiłki nie przynoszą żadnego skutku. Zrozumiawszy to, poświęca się dla biednych i chorych, a dla dobrej opinii o ich domu prowadzi życie towarzyskie.

Mimo jej zaangażowania w życie społeczne i poczucia odpowiedzialności za innych, uświadamia sobie, że popełniła fatalną pomyłkę. Kazia rozumie, że żadna żywa istota nie może żyć bez miłości i zrozumienia, że jej istnienie nie ma żadnego sensu i znaczenia. Dlatego prosi swego męża aby puścił ją z powrotem: “Ja czuję, że tu nie wyrosnę; ludzie mnie, a ja ich nigdy nie zrozumiem ani się nie pogodzę z tym światem. Obcą jestem i obcą pozostanę, nie umiem żyć w tłumie wciąż sądzona, szpiegowana, krytykowana, potępiana. Nie jestem ani lepsza, ani gorsza od nich, jestem inna. Przybyłam z głową pełną utopii. Chciałam serdecznie być panu przyjacielem i towarzyszką, ojcu jak rodzoną córką, dla siebie znaleźć jaki cel, zajęcie. Tęskniłam i tęsknie szalenie do wsi; żeby się przemóc, pracowałam i myślałam o innych” 6. Dziewczyna wyznaje, że pomyliła się w swoich nadziejach, ponieważ była pewna tego, że podoła zmienić nieczułe serce Andrzeja, zrobić ich rodzinę szczęśliwą. Nie ona jednak była przyczyną niepowodzenia, nie mogła wiedzieć, że tych wszystkich ludzi zmienić nie da rady. Oprócz tego, zbyt mocno lubiła wieś, jej rozległą przestrzeń i prawdziwe piękno, aby móc żyć w mieście. Chociaż i nie to było najważniejszym powodem. Jak wyznaje zrozpaczona: “Gotowam była pracować i żyć bez miłości, ale nie w nienawiści…”6.   

 


[1] G. Borkowska, M. Czermińska, U. Phillips, Pisarki polskie od średniowiecza do współczesności, Gdańsk 2000, s. 80.

[2] E. Tierling, Przestrzeń kresowa w prozie M. Rodziewiczówny, W: Kresy. Syberia. Literatura. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego, Warszawa 1995, s. 99.

3 J. Flach, Z literatury powieściowej, W:Przegląd Polski, 1902, t.146, s.359-362.

4 M. Rodziewiczówna, Wrzoz, Warszawa 1985, s. 30; 27.

5 E. Tierling, Przestrzeń kresowa w prozie M. Rodziewiczówny, W: Kresy. Syberia. Literatura. Pod red. E. Czaplejewicza i E. Kasperskiego, Warszawa 1995, s. 101.

6 M. Rodziewiczówna, Wrzoz, Warszawa 1985, s. 33;  29; 45; 113.

 

 

  

 

 

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.