Polska na rozdrożu (Maria Dąbrowska. Rozdroże)

Faustyn Tea-Gawiński

 

Polska na rozdrożu

 

Marja Dąbowska. Rozdroże. Studjum na temat zagadnień wiejskich. Wydawnictwo J. Mortkowicza 1937.

 

Gdy posłowie chłopscy skarżyli się w sejmie galicyjskim na krzywdzące ustawy i żądali zwrotu gruntów, pastwisk i lasów, panowie – jak podaje Feldman – zakrzyczeli przemawiających, o świętem prawie własności deklamowali, a ks. Sanguszko oświadczył, że bieda być musi, bo jest to kara od Boga na ludzi rzucona.

Zagadnienie tej “kary bożej” w odniesieniu do chłopów, ściślej – problem wsi, wlokący się nieustanną krzywdą za naszemi dziejami, podjęła Marja Dąbrowska w studjum społecznem “Rozdroże”. Punktem wyjścia stała się zaciekła kampania prasy zachowawczej, popartej przez organy sfer nacjonalistyczno-mieszczańskich, przeciwko reformie rolnej, oraz książki: “Idea Polski” Grabskiego i “Walka o nową Polskę” Miłkowskiego, stwierdzające, że Polskę przenika nadal stanowy duch szlachetczyzny, hamujący należyty i jedynie możliwy jej rozwój – ku państwu chłopskiemu, opartemu na drobnej i średniej własności rolnej.

Autorka nadaje sprawie aspekt szerszy, historyczny i szukając sumiennie, w oparciu o Baranowskiego, Korzona, Smolkę, Świętochowskiego, szereg innych badaczy, o statystykę porównawczą i najnowsze publikacje – zapór, dawniej uniemożliwiających jakkolwiek, choćby najoczywiściej konieczne reformy społeczno-gospodarcze w Polsce, dziś zaś opóźniających wszelkiemi środkami te naglące zmiany w systemie gospodarowania i podziału dóbr, ustawia zagadnienie w dwóch płaszczyznach: pionowej – “Wczoraj” w przekroju dziejowym sprawy chłopskiej, i poziomej – “Dzisiaj”, dającej rozległy obraz współczesnej sytuacji wciąż niezałatwionego problemu. Znamienne są związki, ścisłe, podkreślane przez autorkę podskórne filiacje dnia wczorajszego z dzisiejszym: elementy poszczególnych zrębów przekroju pionowego, historycznego rozwoju sprawy powtarzają się na całej powierzchni przecięcia poziomego. Więc stanowy egoizm szlachty ziemian, utożsamianie dobra narodu i państwa z zyskownemi intratami swojej klasy, pojmowanie “świętego prawa własności” tylko w odniesieniu do własnych majątków, tworzenie wybitnie “klasowych” organizacyj, mających na celu “ostrą i zdecydowaną obronę stanu posiadania” na długo przed organizowaniem się chłopów i robotników, służalczość w stosunku do każdej władzy, gwarantującej nieuszczuplanie posiadłości, stałe pomawianie o “zdradę” czy w innej tylko trawestacji od wieków w Polsce istniejące zbrodnie, jak – “bolszewizm”, “żydo-komuna”, “masońskie intrygi” każdego, ktoby się odważył szczerze ująć za warstwami upośledzonemi, przedstawić jakikolwiek projekt uzdrowienia stosunków kosztem klas posiadających; obrona szlacheckiej własności była zawsze obroną kultury i cywilizacji – próby podniesienia na wyższy poziom chłopów zawsze nawrotem barbarzyństwa, djabelską chęcią wywołania rewolucji; mówiono dużo o reformie rolnej, udawano po faryzejsku jej rzeczników, nigdy jednak nie pozwolono na taką, jaką państwo czy światlejsi chcieli przeprowadzić. Właściwego oświetlenia nabiera decydujący dziś argument obrony kraju (jedynie “ziemiańskie folwarki zdolne wyżywić armię”), – miłość ojczyzny, krew jeszcze niewylana, zakotraktowywana “wczoraj” starostwami i przywilejami, “dzisiaj” zagwarantowaniem stanu posiadania, gdy armje państw rolniczych (Czechosłowacja, Danja, Irlandja) opierają swą aprowizację wyłącznie na produkcji drobnej i średniej własności. Pouczającym paradoksem jest fakt, że warstwa, zwalczająca zawzięcie materjalistyczne pojmowanie życia i dziejów, powodowała się przez wieki i dzisiaj kieruje się we wszystkim prawie wyłącznie materjalnym interesem; że usiłując wpoić w opinję publiczną fałszywe przekonanie o nieopłacalności małych gospodarstw, do których musi prowadzić Polskę reforma rolna, propaguje wielkie gospodarstwo kolektywne, “opłacalne”, bo “nadeszły takie czasy, że dalsze skupianie zbyt wielkiej własności czy zysków w jednych rękach jest już niemożliwe; świat zastanawia się jeszcze tylko nad najlepszemi formami uspołecznienia dóbr”.

Dąbrowska, dostrzegając te same barwy i cienie na obydwu przekrojach zagadnienia, bliźniacze zakłamanie, analizując ponad wszelką wątpliwość szkodliwą rolę dziejową ziemiaństwa w rozwoju stosunków społecznych w Polsce, ważąc smutny spadek, przekazany nam w tej dziedzinie przez niepodzielnych władców przeszłości, ostrzega opinię publiczną, ludzi, którym nieobca jest surowa troska obywatelską o przyszłość Polski, przed ponawianiemi ostatnio próbami renesansu wpływów dziejowego bankruta na kształtowanie wewnętrznych stosunków państwa – tembardziej, że w klejeniu strzaskanego pastorału przewodnictwa w życiu polskiem dopomagają mu – niestety – czynniki rządzące, a przede wszytskiem sfery mieszczańskie i nieorientująca się w zagadnieniu część inteligencji.

Przemówił tu nie polityk, nie publicysta, zawodowo parający się sprawami społecznemi; w decydującej może chwili głos rzuciła na szalę pisarka wielkiego autorytetu, której nikt o stronniczość posądzać nie może; zwłaszcza, że mówi – “my”, przyznając się do ponoszenia odpowiedzialności za grzechy własnych pradziadów. Tezę naczelną o konieczności przekształcenia Polski na kraj chłopski i otwarcia najszerszych możliwości pozytywnego wyżycia się twórczej energii mas chłopskich we wszystkich dziedzinach życia przeprowadza autorka z rzadko spotykaną uczciwością. Nasuwa się nieodparte przeświadczenie, że jest to najuczciwiej napisana książka ostatnich lat: głos sumienia, przejętego prawdziwą troską obywatelską, niepoparty żadnym interesem. Dla każdego “przeciw” stara się wyszukać jakiekolwiek, choćby najdrobniejsze – “za”. Nawet wówczas, gdy na ostatnich stronicach rozprawy, nacechowanej epickim spokojem oskarżenia, mającego dać pozytywne wnioski a nie tylko potępić, ziemiaństwo przegrywa wszelkie możliwe atuty, podsuwa oskarżonemu ostatnią kartę do wygrania – “człowieczeństwo” – “wejście w siebie i szukanie w najlepszych wartościach swego ducha punktu wyjścia ku życiu, które będzie musiało stać się zupełnie inne i na innych podstawach oparte niż było dotychczas”.

Podsunięcie bankrutowi ostatniej możliwej karty jest gestem Dąbrowskiej-artystki, już nie sędziego. Tak, jak uznanie historycznej słuszności argumentów, przemawiających za reformą rolną bez wykupu, a potem cofnięcie się przed nią w imię “nieodpłacanie złem za złe”. Życie realne wymaga zwężeń i uproszczeń, dalekich niejednokrotnie od artystycznego widzenia świata. Ale i głuche pomruki rytmu historii Dąbrowska wyczuwa doskonale: ostrzega przed reakcją społeczną (której spontanicznego pochodu częścią jest kampania przeciwko reformie rolnej) jako lekarstwem na ewentualne niebezpieczeństwo komunizmu. Przed wszystkiemi reformami dawnej Rzeczypospolitej na rzecz klas upośledzonych broniono się podobnym straszakiem; przypłaciliśmy to zacofaniem społeczno-gospodarczem, opóźnieniem rozwoju ekonomicznego i kulturalnego w stosunku do reszty Europy, węzłem gordyjskim zagadnień życia państwowego.

Ostrzega, że kto wybiera ucisk i reakcję, ten wkońcu wybiera ferment i rewolucję. “Za jarzmo ucisku Francja zapłaciła Wielką Rewolucją, w Hiszpanii jeszcze dziś zemsta dziejów zbiera straszny haracz”. (Dodajmy wojny chłopskie w Niemczech, na Węgrzech, rewolucję rosyjską…) “Myśmy tej zemście dziejów dotąd wykręcali”. 

 

“Sygnały”, 1937, Nr. 29. S. 6.

Ciekawa uwaga

Ten artykuł został skonfiskowany przez starostwo grodzkie we Lwowie (przyczyna: zawiera cechy przestępstw 154 § 2 i 170 k.k.)

Ostrzega, że kto wybiera ucisk i reakcję, ten wkońcu wybiera

Останній абзац вражає.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.