Ludzie w dżungli. O samotnych bohaterach Gojawiczyńskiej

LUDZIE W DŻUNGLI

 

Pola Gojawiczyńska: Dziewczęta z Nowolipek, t. I – II, wyd. II. – Rajska Jabłoń t. I. Warszawa Tow. Wyd. “Rój” 1936.

 

“Dziewczęta z Nowolipek”, jak i dalszy ich ciąg, niedokończona jeszcze “Rajska jabłoń”, są dziełem w pewnym sensie olśniewającem. Ogląda się przez nie życie nawskroś, aż do samego spodu, jak w latarni czarnoksięskiej, którą jako dzieci robiliśmy z papieru, a w którą włożone okruszki papieru przybierały niesamowite, gigantyczne kształty, najpiękniejsze pejzaże, najcudowniejsze zdarzenia. Tak i w tej książce włożone w nią najzwyczajniejsze, już tak zużyte i zbanalizowane okruszki życia: miłość, zdrada, śmierć, choroba, nagle otrzymują inne znaczenie, inny wymiar, stają się niemal kosmiczną potęgą.

 

Ale te okruszki życia są w dziele Poli Gojawiczyńskiej rozrzucone, postrzępione, fragmentaryczne. Surowa ruda rzeczywistości nie zostaje w dziele Gojawiczyńskiej obrobiona, przetopiona w świadomy kształt. Życie zostaje przeniesione na karty książki żywcem w swej ciemnej, enigmatycznej postaci. Gojawiczyńska nie rozumie świata, który opisuje, nie stara się go zresztą zrozumieć. Chwyta go na surowo, zużytkowuje poszczególne jego elementy – materiał budulcowy rzeczywistości – ale tylko w tym samym układzie, w jakim one tkwią w tej rzeczywistości. Niema w niej ani cienia inżynierskiego zmysłu budowania, niema w niej już nie artystycznej ale nawet życiowej zdolności układania zjawisk. Gojawiczyńska widzi je tylko i – zdumiewa się nad niemi.

 

Wszystko znajduje się w jej dziele, wszystko, co jest najważniejsze i najistotniejsze w życiu. Rodzi się człowiek, umiera, kocha i nienawidzi, raduje się i łamie w rozpaczy. Losy bohaterek nie są tylko losami paru dziewcząt proletariackich czy drobnomieszczańskich, nie są nawet losami pewnej warstwy czy klasy społecznej, ale są losami całej ludzkości. A jednak potężne wzruszenie artystyczne, jakiego doznajemy, nie jest z rzędu tych, które oczyszczają. Potencjał sztuki zawarty w tem dziele nie jest nabojem wystrzelonym w przyszłość. Oczywiście nie decyduje to o jakości artyzmu Gojawiczyńskiej, który jest z gatunku najprzedniejszych, ale jego kierunkowości. Świat duchowy Gojawiczyńskiej, tak samo jak i jej bohaterek (co jest w tym wypadku, jak rzadko kiedy, jednem i tem samem) nie rozwija się wogóle, jest zastany i martwy. Cóż z tego, że Kwiryna dorabia się majątku a Amelka uzyskuje poważną pozycję socjalną? Ich świat wewnętrzny jak i świat, który je otacza, pozostaje, mimo wszystkie dokonywające się przeobrażenia dziejowe, niezmieniony i nie zmieni się nigdy. Jest w takiem widzeniu tego świata beznadziejność rozpaczy, która nie jest wypływem pewnej filozoficznej postawy duchowej autorki, ale właśnie wypływem braku jakiejkolwiek postawy filozoficznej.

 

Bo świat Gojawiczyńskiej mimo pozorów współczesności jest prehistoryczną dżunglą, poprzez którą przedziera się półnagi człowiek pierwotny z kawałkiem gładzonego kamienia w rękach dla obrony przed czyhającym nań zzewsząd wrogiem. “Dziewczęta z Nowolipek”, mimo że w “Rajskiej jabłoni” podrosły już, są już dojrzałe, są żonami i matkami, przecież trwają ciągle w nieprzeniknionej mgle nieświadomości, błądzą poomacku w ciemnościach tego świata, stojąc bezradnie, jak małe dzieci, naprzeciw wielkiego, niezrozumiałego życia. Ludzie w tym świecie Gojawiczyńskiej mówią nieraz wysoko kształconym językiem cywilizacji, a jednak najlepiej wyrażają oni swoje uczucia i myśli bezkształtnym lirycznym bełkotem, nieartykułowaną mową przodków z epoki kamiennej lub mową niemowląt z okresu błogiej niewiedzy o wszechświecie.

 

Jednym z elementów, składających się na ten pierwotny, animalny charakter duchowej atmosfery panującej w obu wspomnianych książkach, jest samotność. Ludzie Gojawiczyńskiej są samotni tą najstraszniejszą samotnością, jaka może być udziałem człowieka. Nie jest to osamotnienie prawdziwej wielkości, której “nic, co ludzkie nie jest obce”, i która dzięki temu ma prawo wznieść się ponad społeczność ponad stłoczone w dole masy, z których wyrosła. Samotność bohaterów Gojawiczyńskiej nie jest siłą, ale słabością. To jest samotność praczłowieka, który był zdany wyłącznie na własne siły, który z nikim związany ciepłym węzłem braterstwa, dla którego świat był obcy i wrogi. W “Rajskiej jabłoni” tak właśnie przemykają się przez życie wszystkie bohaterki, pełne lęku i nieufności w stosunku do świata, którego nie rozumieją, jak nie rozumiał go ich odległy praszczur. Niema nic wspólnego między temi kilkoma dziewczętami, a resztą świata, węzły wspólnoty, które pozwoliły człowiekowi wydobyć się z mroków historji na światło cywilizacji, u nich zostały stargane. Jakaż różnica między tą samotnością a np. samotnością Kassnera z “Czasów pogardy” Malraux, tego Kassnera, który w lochu więziennym, na samym dnie istnienia odcięty od wszystkiego, co żyje – przecież czuje w żyłach i w krwi rytm serdecznego bratniego wołania i uświadamia sobie, że gdzieś daleko od niego jest bliźni jego, człowiek, brat, który nie znając go, otwiera mu drogę do wyzwolenia. U Gojawiczyńskiej, Ignacy myśli o życiu “jak o dżungli pełnej ciemności”, Bronka jest “zupełnie osamotniona” a ludzie są dla niej tylko “czemś w rodzaju łącznika z życiem, bo żaden człowiek nie wytrzymałby zupełnego milczenia”. Cechna po zerwaniu z mężem “może liczyć tylko na siebie”. Stąd ostateczne sformułowanie: “Człowiek musi się stwarzać sam, dźwigać sam, uczyć sam”.    

 

Gojawiczyńska neguje nietylko istnienie zwartych klas społecznych, w tym wypadku proletariackiej, z której się wszystkie jej dziewczęta wywodzą lub mieszczańskiej, do której w dalszej kolei swego życia doszły, Gojawiczyńska neguje w ogóle istnienie społeczności jako mocno ze sobą związanego zbiorowiska poszczególnych indywidualności. Stad pogarda, z jaka się odnosi do wszelkiego rodzaju poczy­nań społecznych. Jeżeli ktoś w “Rajskiej jabłoni” wielbi spo­łeczność to tylko dlatego, że czuje się “w społeczności niczem złodziejaszek w gęstym tłumie gdzie łatwiej o łup”.

 

Tego rodzaju duchowe nastawienie musi prowadzić do katastrofy. To też każda z bohaterek Gojawiczyńskiej, mimo doraźne, zewnętrzne sukcesy życiowe, w gruncie rzeczy wynosi z tego życia porażkę. Pozbawione jakiegokolwiek opar­cia, zagubione w “dżungli pełnej ciemności” bezskutecznie szukają ratunku. Nie rozumiejąc siebie – jak nic rozumieją świata – czepiają się pierwszego lepszego człowieka, które­go mają pod ręką, łudząc się, że to im pozwoli utrzymać się na powierzchni. Nie wiedzą jednak, że i ten drugi człowiek jest tak samo jak one samotny i nieświadomy, że i z nim, tak jak i bez niego, muszą iść na dno. Bezskuteczne są wysiłki Kwiryny, która swe osamotnienie usiłuje zdławić do nocach w ramionach swego męża Romana. Napróżno serce i zmysły Amelki wyrywają się do młodego Andrzeja. Ludzie Gojawi­czyńskiej muszą pozostać samotni nazawsze.

 

Pierwszy tom “Rajskiej jabłoni” kończy się optymisty­cznym akordem. Jest właśnie pamiętny maj 1926 roku i woj­ska marszałka Piłsudskiego wkraczają do Warszawy. “Może wreszcie coś się zmieni, może wreszcie będzie lepiej” – monologuje Kwiryna i myśli Bronka. Ale my wiemy, że nic się nie zmienią, że nie będzie lepiej ani inaczej. Od świata, w którym panuje tajemniczy mistyczny półmrok dżungli, do świa­ta, w którym jest jasno i dobrze, droga jest daleka. “Dziewczęta z Nowolipek” jej nie przebyły.

 

Henryk Vogler

 

“Sygnały”, 1937, Nr. 29. S. 11.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.