Zofia Nałkowska

Zofia Nałkowska (1884-1954)

Pisarka, publicystka, dramaturg, początki jej twórczości związane były z tradycją młodopolską (powieści “Kobiety” i “Książę”). Z czasem jednak autorka zaczęła coraz większą wagę przywiązywać do strony psychologicznej człowieka, do ludzkich uczuć w różnych sytuacjach życiowych.

Zofia Nałkowska. Dzień ten

O słonecznym południu usiadła pani Katarzyna na kamiennym balkonie swego domu. Słodki ciężar słoń­ca, od którego odgrodzona była markizą w białe i rubinowe pasy, kładł się niewidzialnie na jej ciele i pętał je miękkim znużeniem niby siecią jedwabną. Z pustej głębi, znajdującej się pod stopami, szedł drewniany szelest wirujących kół i klaskanie kopyt. Przechyliwszy się ponad balustradę, pani Katarzyna mogła widzieć drobnych ludzi, idących w słońcu bo­kami, a środkiem duże, dobre, oswojone zwierzęta, z gracją grzyw potrząsanych ponoszące za sobą pudła pojazdów. Białawy, duszny kolor powietrza malował głęboką perspektywą wysadzanej drzewami ulicy w gobelinowe, nieczytelne desenie oddalenia.

Zofia Nałkowska. Dom kobiet. Fragment

BABKA

(po chwili)

Ty się nie krępuj, Joanno. Może ty wolisz samotność teraz, może też chcesz wypocząć. Prawda? Ja jestem przyzwyczajona, ja mogę być sama.

JOANNA

Nie, nie, babciu. Dlaczego tak mówisz? Ja nawet wolę zostać. Pozwól, ja zostanę.

(patrzy na nią przeciągle)

Ja — tak we dwie z tobą, ty, babka, i ja, wnuczka, obie stare kobiety.

BABKA

Ty stara? Nie wiesz nawet, co mówisz, moje dziecko. Starość, to nie jest łatwa rzecz. Wiesz — ja zawsze aż do dzisiejszego dnia, dziwię się, że jestem stara. Nie mogę w to uwierzyć. Za każdym razem, gdy to pomy­ślę — zawsze to jest dla mnie nowe. Jak gdyby się starość odbywała tylko naokoło, nie w nas. A my zo­stajemy tacy sami: my — i nasze zdziwienie.

(milczenie)

Zofia Nałkowska. Przy torze kolejowym

Należy do tych umarłych jeszcze jedna, ta młoda kobieta przy torze kolejowym, której ucieczka się nie udała.

Daje się poznać już dziś tylko w opowiadaniu człowieka, który to widział i który nie może tego zrozumieć. I żyje też już tylko w jego pamięci.

Wiezieni długimi pociągami w zaplombowanych wagonach do obozów zniszczenia uciekali niekiedy w drodze. Ale niewielu się na taką ucieczkę ważyło. Wymagało to odwagi większej, niż tak bez nadziei, bez sprzeciwu i buntu jechać na pewną śmierć.

Ucieczka udawała się niekiedy. W ogłuszającym łoskocie pędzącego towarowego wagonu nikt z zewnątrz nie mógł usłyszeć, co w środku się dzieje.

Jedynym sposobem było wyłamanie desek z podłogi wozu.

Zofia Nałkowska. Mój ojciec

Ojca mego zapamiętałam jako czło­wieka zamkniętego zwykle z mnóstwem książek w swoim pokoju. Pod drzwiami tego pokoju nie wolno było hałasować. Gdy jednak wyszedł stam­tąd, sam hałasował chętnie, uczył nas różnych sztuk gimnastycznych, śmiał się głośno, ukazując dużo pięknych białych zębów. Nie bałyśmy się go wcale. Odpowiadał poważnie na nasze niemądre pytania, jakbyśmy już były dorosłe. I wtedy wiele było nam wolno. Nie wolno tylko było wątpić o tym, że ziemia jest kulista.

Jakże dziwnym wydawało się pomysłem, że obiegała naokół swego słońca po elipsie, jaką rze­czą fantastyczną! I to, że jej oś, której przecież nie ma, oś myślana — jest nachylona do ekliptyki! Dlaczego? I że dzięki temu właśnie możliwa jest wiosna. Podobno inaczej taka rzecz nie dałaby się wcale urządzić.

Zofia Nałkowska. Róża Palatynu

I

Jesteśmy ogrody pośmiertnych kwiatów,

sady zrabowanych owoców i uśmiechamy

 się do przerażającej powagi życia.

Jesteśmy niewolnice tajemnic. Wzięły

 nas w swoje panowanie straszliwe ciemności naszego ciała.

Jesteśmy kwitnące gałęzie zakrywając przepaść.

Jesteśmy szyby wód ponad przestrzenią świata,

mgły pachnące ponad nicością.

Niech będzie pozdrowiona śliczna sio­stra nasza, natura.

(Z mojego “Śpiewu kobiet”)

 

Zofia Nałkowska. Koteczka czyli białe tulipany (wybrane opowiadania)

Sclavae

Była zima, kiedy przyjechałam do tego smutnego, obcego miasta.

Poranki ciemne były, jak zmierzchy. Noce nie miały końca. Po ulicach jeździły dzwoniące sanki. Życie pod dachem było odległe o setki mil od natury. Z powodzią światła wybuchało w nocy i oczy zmęczone zamykało na śmiertelny smutek dnia.

Dlatego zawsze w zimie dzieją się dziwniejsze i gorsze rzeczy, niż w porze róż kwitnących i konających bzów.

Uczułam ból w sercu, gdy zobaczyłam go pierwszy raz. I zrozumiałam od razu, że tego człowieka tylko strasznie nienawidzieć mogę – albo kochać. I prze­szył mię dreszcz trwogi o moją słodką, cichą, pierwszą miłość.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.