Maria Kuncewiczowa

Maria Kuncewiczowa. Korona Kwiatów

Rozwidniało się, drzewa spłonęły w pierwszych promieniach słońca, tragarz zatrzasnął za nami drzwiczki od wagonu, drugie ustąpiły same pod naporem ramion i waliz — kurier, ledwie sapnąwszy w Puławach, ruszył dalej, a my wtargnęliśmy z naszą Koroną Kwiatów do dusznego przedziału. Pociąg szedł z Wołynia przez Lwów i ludzie, którzy razem przebiedowali noc, spojrzeli na nas wszyscy jednakowym wzrokiem jak ubogie plemię zbrojnych najeźdźców. Dopiero co wyszliśmy z ogrodu i z domu, w ustach trwał jeszcze rzeźwy smak pomidorów, dopiero co nacięliśmy masę róż, rosa jeszcze na nich błyszczała, dziewczyny świeże były ze snu, chłopcy mieli włosy zaczesane gładko mokrym grzebieniem. Stanęliśmy między ławkami i zamknęli oczy. Napuchnięte, poodciskane policzki, skołtunione grzywy, rozchełstane koszule, skorupy z jaj, mętne lepkie butelki... Za nic nie chciało się tego widzieć. Chciało się odwrócić głowy i wyjść. Nikt chyba nie miał prawu żądać, aby wonny, soczysty świat letni przełamywał się w miejską jesień tu właśnie, w tym wagonie zaśmieconym pestkami.

Maria Kuncewiczowa. Przymierze z dzieckiem

I

Sama była w domu.

Przebrzmiały w sieni hałaśliwe kroki; mąż już po­biegł ulicą ku nieciekawym męskim sprawom; po ką­tach mieszkania drgały jeszcze fale słów, śmiechu i krętaniny. Ale szybko marły te fale, zaś na ich miejsce występowała zaskórna woda ciszy.

Pokoje napełniały się zmierzchem. A wśród szarego rozlewu sprzęty — obmyte z cudzego życia — odzy­skiwały twarze własne. Zegar, który przed chwilą je­szcze był obłudnym gorliwcem, drepcącym w kieracie, wkroczył śmiało na ścieżkę wieczności. Potrząsnęły grzbietami stoły, wyzwolone z opresji naczynia, co — podobne stadu wroniemu — rozpościera rządy nad dę­bem. Na sofie napuszyły się jedwabne poduszki i ode­tchnęły różowo hiacynty.

Maria Kuncewiczowa. Klucze

Klucze

Pani Danielowa często mnie w bramie warszawskiego domu zaczepiała pytaniem: będzie wojna czy nie?

Miała drugiego męża, młodszego od siebie, i jego chło­pak młodszy od jej synów, lubił nad nimi przewodzić. Mąż, dozorca o imieniu biblijnym Daniel, zanadto był porządny, aby mógł być dobry. W ciągu długich lat, za każdym razem, kiedy zapominałam klucza od windy (często go zapominałam), przystawała za mną na scho­dach, żeby powtarzać złe słowa Daniela i pytać „dla­czego?”

Rozmowy nasze płynęły z przyjaźni. Lubiłam jej oczy, a ona może jakieś ruchy moich rąk.

Maria Kuncewiczowa (1895-1989)

Główny motyw twórczości – poszukiwanie prawdy o istocie człowieka przez analizę jego duszy. Najsłynniejsze utwory: “Cudzoziemka” (1936), “Tristan 1946” (1967), autobiograficzne “Fantomy” (1971), opowiadania, szkice “Klucze” (1943), “Don Kichote i niańki” (1965), szkic literacki o Stanisławie Przybyszewskim, utwory publicystyczne.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.