Maria Dąbrowska. Aforyzmy_2

Zdrożności dużo się panoszy między ludźmi, ale jak wiele ich bywa, tak wiele też mają przyczyn.

Nie mieć żadnych granic znaczy to samo, co być więźniem zamkniętym w najciaśniejszych granicach.

Gdy miłości brak, strach w jakiejś postaci zawsze na to miejsce przychodzi.

Gdy ludzie czego nie chcą i boją się, to zwa­la ją to na drugiego.

Robota ma też swój głos i woła na człowieka.

Pracujmy tak, żeby innym lepiej było pra­cować z nami.

Każdy drobiazg, każdy człowiek może mieć wyjście na sprawy powszechne i wieczne.

Żal człowieczy za niejednym utyskuje, co się z ręki wymyka, choć póki było w ręce, to się przykrzyło.

Niczego, niczego na świecie nie można przy­równać do radości płynącej z pracy, która się toczy po myśli.

Rewolucje zaczynają się nie od dołu, jak to się mniema powszechnie, ale od góry.

Tragizmem sfer uprzywilejowanych jest, że one przygotowują nie tylko rozkład osiągnię­tego przez siebie stanu rzeczy, ale stwarzają nawet ideologię rewolucyjną przeciwko sa­mym sobie.

Każdy nowy okres dziejów ma swoje dzieciń­stwo, chwile radości i nadziei na długie, pięk­ne życie.

W naszych marzeniach o jawnym życiu pu­blicznym nawet sobie nie wyobrażamy, jakie wolność niesie ze sobą niebezpieczeństwa, pokusy, grzechy.

Jakiekolwiek stosunki formalne zapanują, nic się nie zmieni, póki ludzie nie zmienią sa­mych siebie.

Warunki znaczą, owszem, o ile w ludziach jest świadomość, że przede wszystkim siebie trzeba przeobrażać. Wtedy tylko można z warunków korzystać. W przeciwnym razie jest się tylko ich igraszką.

Sumienie musi działać nie wstecz, ale na­przód. Zawsze naprzód.

Dzieci pewną dozę wychowania muszą za­wdzięczać samym sobie.

Nie można człowieka sądzić na podstawie jednej pobudki. Tak samo jest z instytucja­mi czy też organizacjami, takimi na przykład jak rząd. Nam się zdaje, że ideę może mieć tylko poniżony i pokonany. Ten, kto rządzi, miewa też niekiedy ideę.

Nadprzyrodzony porządek rzeczy z jednej strony usprawiedliwia istnienie wszystkich ustrojów, z drugiej żadnego nie pozwala uwa­żać za doskonały i nie podległy zmianom. Bo zmiana jest istotą wszelkiej doczesności.

Widać tak już być musi, że jeden człowiek pomaga poznać i ocenić drugiego. Czego jeden udziela słowem, temu drugi przy­świadcza życiem.

Co warta ofiara z myślą, że ją nam los wyna­grodzi?

Majestat śmierci jest taki, że ten, kto dobro­wolnie umiera za coś, ma zawsze rację.

Ten, kto idzie w swoich uczynkach tylko za swoim głosem wewnętrznym, błądzi tak samo jak ten, kto liczy się wyłącznie z sądem ludzi.

Człowiek pragnący czegoś dokonać nie może być krytykiem i historykiem swoich czynów.

Niestety idea ma nie tylko blask, ale i broczy krwią.

Idea może w istocie uskrzydla człowieka. Ale każda przekształca się w tę swoją skostniałą formę, która się nazywa doktryną i która nie­uchronnie rodzi fanatyzm żądny krwi prze­ciwnika.

Idea rośnie przede wszystkim krwią swoich ofiar.

Na każdą ideę i na każdą odpowiadającą jej rzeczywistość przychodzi czas, mała chwila w dziejach świata, kiedy tylko ta idea, to hasło może pchnąć sprawy życia o jeden krok.

Zachowawczość może być poprawką dla zbyt niecierpliwego i płytkiego postępu, reakcja jest wyrzeczeniem się istotnej treści życia na rzecz przerostu rytuałów życie udających.

Zachowawcą bywa w niektórych kwestiach każdy z nas, tak jak i każdy bywa niekiedy rewolucjonistą.

Kto wybiera ucisk i reakcję – czy to będą rządzący, czy rządzeni – ten w końcu wybiera niebezpieczeństwo główne – ferment i rewolucję.

Nie jest harmonią zgoda oparta na zatajeniu bolączek społecznych, na strusim chowaniu głowy w piasek.

Zgoda, która boi się prawdy lub kładzie fun­damenty na jej ruinach, nie zgodą jest i nie kompromisem nawet, ale sztuczną, wymu­szoną konwencją, która żadnej próby życia nigdy nie wytrzyma.

Zgnilizna szerzy się tam, gdzie nie ma ruchu, gdzie woda stoi. Bystre rzeki porywają wszel­ki brud i przecierają go w swym nurcie na czysty kryształ.

Strach jest zwykle związany z wrogimi uczu­ciami. Raz z nich wynika, drugi raz do nich prowadzi, gdy mu się dać rozwinąć poza na­turalne granice.

W wyborze drogi, gdy raz trzeba śród rozter­ki wybierać, często, na oko przynajmniej, de­cydują okoliczności drugorzędne i przypad­kowe. Ale śród nich działa zawsze i coś, co nam daje uczuć, która droga lepiej odpowiada bądź naszym chęciom, bądź skrytemu w nas ideałowi życia.

Sutanna bywa zobowiązaniem, ale bywa nade wszystko tak wielkim ułatwieniem w sprawowaniu władzy duchowej dla tych, którzy poza tym nie mają czym jej sprawować.

Oczy utkwione w życie przyszłe nie pozwa­lają widzieć bolączek ziemi ani zapobiegać im ze wszystkich swych sił.

Nie może zerwać ten, kto nic nie umiał nawiązać.

Gdy miłość otwiera świat, otwiera go nawet nieszczęśliwa.

Nawet kiedy nadzieje są niczym nie uspra­wiedliwione, a zwątpienie i rozpacz więcej niż uzasadnione, człowiek żyje nie swą słusz­ną rozpaczą, tylko swoją niedorzeczną na­dzieją.

Kto odda się cały jednej, wielkiej czy małej, prawdzie, w dodatku prawie beznadziejnej – ten musi umrzeć w końcu za nią albo też przez nią.

Największym indywidualistą jest ten, kto nie ma żadnej indywidualności.

Indywidualnością można się stać tylko zwią­zawszy się z czymś, co nie jest nami.

Mówiąc językiem handlowo-przemysłowym, musi być ruch i obrót w interesie, który nazywa się człowiek.

Ma się prawo posiadać to, co się jest w stanie ogarnąć swoim sercem i swoją pracą.

Móc czegoś nie chcieć to już jest szczęście.

Wstyd i strach oznaczają w miłości różne rzeczy, niekiedy jednak przychodzą jako zbawcza pomoc i ratunek chroniący przed manowcami uczucia.

Zwalczyć samemu pokusę może się to wy­dawać zwycięstwem, lecz świadomość, że ktoś nie uległ pokusie, którą myśmy byli dla niego, boli jak niepowetowana porażka.

Przypisywanie komuś cierpienia, którego do­znalibyśmy na jego miejscu sami, jest źród­łem wielu godnych pożałowania omyłek, ale jest też jedynym źródłem współczucia, bez którego nie ma prawdziwego człowieczeń­stwa.

Nikt nie jest wyjęty spod prawa rozpaczy nad utratą czegoś, z czym jego uczucia, myśli czy zmysły nie rozłączyły się jeszcze dobrowol­nie i samorzutnie.

Miłość fałszuje obraz świata. Ukazuje go dobrym pomimo wszystko.

Może właśnie największe jest w ludziach to, co się realizuje w zdarzeniach.

Żadnego człowieka nie można załadować do jednej szufladki, niby przedmiot.

Tworzy się dobro wtedy, kiedy się żyje naka­zem sumienia swojej epoki.

Tracić siebie dla drugich to jest właśnie od­najdywać najprawdziwszego siebie.

W młodości bywamy skłonni tyle samo umierać z każdej niedoli, co nie wierzyć, aby nas jakakolwiek mogła spotkać.

Człowiek musi do wszystkiego dorastać sam. I do stosowania przymusu wobec siebie – także sam.

Kiedy człowieka nic już nie wiedzie i nie wspiera — idzie nie wsparty, a w końcu wspiera się bodaj na gruzach swoich nadziei.

Cokolwiek się dzieje, marne i błahe zajęcia toczą się zwykłym trybem.

Gdy już nie ma ratunku, zostaje zawsze jeszcze jeden – pobiec drugiemu na pomoc.

Bywają chwile, gdy najskrytsze nawet serce milczeć nie może i odezwie się jak zacięta, nie dająca się nikomu nakręcić pozytywka, co nagle sama z siebie zaczyna grać o nieprzewi­dzianej godzinie.

Człowiek może służyć tylko czemuś, nigdy komuś.

Człowiek jest atakowany nie przez jedną, ale przez wiele pobudek i nigdy nie wie, dla któ­rej postąpił tak lub owak, ani co w nim było przyczyną, a co skutkiem

Niejeden walczy z przemocą nie dlatego, że jej nienawidzi, ale dlatego, że ją kocha. Tylko w najciemniejszej skrytce duszy sam jedynie czuje się uprawniony do jej wywierania.

Despotyczna młodość łaknie aprobaty nawet od świata, który skazuje na zagładę.

Wartość życia stanowi to, za co można je oddać, za co chce się umrzeć.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.