Zofia Nałkowska. Dom kobiet. Fragment

BABKA

(po chwili)

Ty się nie krępuj, Joanno. Może ty wolisz samotność teraz, może też chcesz wypocząć. Prawda? Ja jestem przyzwyczajona, ja mogę być sama.

JOANNA

Nie, nie, babciu. Dlaczego tak mówisz? Ja nawet wolę zostać. Pozwól, ja zostanę.

(patrzy na nią przeciągle)

Ja — tak we dwie z tobą, ty, babka, i ja, wnuczka, obie stare kobiety.

BABKA

Ty stara? Nie wiesz nawet, co mówisz, moje dziecko. Starość, to nie jest łatwa rzecz. Wiesz — ja zawsze aż do dzisiejszego dnia, dziwię się, że jestem stara. Nie mogę w to uwierzyć. Za każdym razem, gdy to pomy­ślę — zawsze to jest dla mnie nowe. Jak gdyby się starość odbywała tylko naokoło, nie w nas. A my zo­stajemy tacy sami: my — i nasze zdziwienie.

(milczenie)

 (z naciskiem)

Właśnie — my zostajemy tacy sami.

JOANNA

 (nagle)

Babciu, gdy coś raz się stało, to przecież już jest, czy się o tym wie, czy się o tym nie wie, czy się o tym myśli, czy nie, czy się o tym pamięta, czy się o tym zapomni — to już na zawsze jest.

BABKA

Nic nie jest na zawsze.

JOANNA

Och!

BABKA

Wszystko jest inne, wszystko jest inne — pamiętaj.

JOANNA

 (milczy)

(chwila)

BABKA

(lżejszym głosem)

Wiesz, Joanno, byłam jeszcze zupełnie młoda, kiedy to tak jasno zrozumiałam. Że każda rzecz, każdy fakt ro­bi się wciąż inny, niż jest, wciąż inny, niż jest — ro­zumiesz? I naprzód robi się inny na drodze od czło­wieka do człowieka. A później robi się inny już w nas samych.

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.