Łesia Ukrainka. Pieśń lasu - 01

 

AKT I

 

Miejsce to samo, jedynie znać w nim postępy wiosny; skraj lasu jak gdyby otulony lekką zieloną mgiełką, gdzie­niegdzie wierzchołki drzew zazieleniły się także. Jezioro po wręby wypełnia zielone brzegi, wygląda niczym w ru­cianym wianku.

Z lasu na polanę wychodzi wujek Lew z siostrzeńcem Łukaszem. Lew to już starszy mężczyzna o twarzy nacechowanej powagą i wielką dobrocią; długie włosy poleską modą spływają mu na ramiona spod szarej woj­łokowej czapki-rogatywki; na sobie ma płócienne spodnie i jasnopopielatą koszulę oraz nieomal białą siermięgę; obuty w łykowe postoły, w ręku ma “kłownię” (niewielki więcierz), do pasa przytroczony kozik, a przez ramię prze­rzuconą torbę z łyka na solidnym rzemieniu.

Łukasz – bardzo młody chłopak, urodziwy, czarnobrewy, smukły, w oczach ma jeszcze coś dziecinnego; takie same portki i koszula jak u dziadka, tyle że z cieńszego płótna, założona “na wypust” i wyszywana białymi nić­mi, przy kołnierzu i zarękawkach czerwone tasiemki; sier­mięgi nie włożył; na głowie ma kapeluch słomkowy, u pa­sa kozik-cyganek i łykową tuleję na sznurki.

Po dojściu na brzeg jeziora Łukasz przystanął

 

LEW

Czegóżeś stanął? Tu nijako będzie

 łowić więcierzem. Zamulone, grząsko.

 

ŁUKASZ

Sitowia chciałem uciąć na piszczałkę,

spójrz, wujku, jakie tu ładne sitowie.

 

LEW

Masz tych piskawek do licha i trochę.

 

ŁUKASZ

Co ich mam? Raptem z wierzby i kaliny,

trzecią lipową. Nie zawadzi jeszcze

trzcinową zrobić sobie na odmianę,

 jak to zagwiżdże!

 

LEW

Baw się, chłopcze, po to

 Pan Bóg dał święto. A jutro od świtu

chatę stawiać będziemy. Czas najwyższy

gonić bydło do lasu. Spójrz dokoła –

świeża ruń między darnią się przebija.

 

ŁUKASZ

Tutaj zamieszkać mamy? Ludzie prawią,

że tu niedobre miejsce - ponoć straszy...

 

LEW

Niedobre - jak dla kogo. Ja, siostrzanku,

wiem, jakich na co używać sposobów:

gdzie się przeżegnać, gdzie wbić kół z osiny,

gdzie tylko splunąć trzy razy i kwita.

Mak-przeziór zasiejemy wokół chaty,

pod progiem znów goryczkę posadzimy,

to i złe żadne nie znajdzie dostępu...

No, ja już idę, a ty – jak uważasz.

 

Rozchodzą się. Łukasz idzie w stronę jeziora i znika w sitowiu. Lew idzie nad brzegiem i chowa się za wierz­bami.

 

RUSAŁKA

wypływa na brzeg i wszczyna lament

Leśny dziadusiu! Ratunku! Nieszczęście!

 

DZIAD LEŚNY

niski brodaty dziadyga, żwawy w ruchach, z powagą na twarzy; w brunatnym niczym, kora odzieniu, w czapie z futra kuny

Co ci jest? Czemu lamentujesz?

 

RUSAŁKA

Chłopak

z sitowia tnie piszczałki!

 

DZIAD LEŚNY

Wielkie rzeczy!

Też mi zmartwienie! Nie bądź taka skąpa.

Tu właśnie chatkę mają pobudować,

też im nie bronię, byle nie ścinali

mokrego drzewa.

 

RUSAŁKA

Chatkę? Biada że mi!

Ludzie tu mieszkać będą? Och, ci ludzie

 spod strzech słomianych! Cierpieć ich nie mogę!

Kiedy poczuję zapach słomy, mdli mię.

Topię ich, żeby woda wypłukała

 ten zaduch nienawistny. Załaskocę

natrętów, gdy się zjawią!

 

DZIAD LEŚNY

Ochłoń nieco!

Wujek Lew będzie mieszkać w onej chacie.

To nasz przyjaciel. On tylko dla żartu

goryczką straszy i kołkiem z osiny.

Lubię starego. Gdyby nie on właśnie,

dawno nie byłoby owego dębu,

co tyle naszych narad, korowodów

i wielkich leśnych tajemnic oglądał.

Już go mierzyli Niemce, już dokoła

we trzech pień jego próbowali objąć

i ledwie-ledwie. Wciskali pieniądze,

talary bite, ludziom wielce miłe,

a wujek Lew przysiągł, że póki życia

starego dębu nie da tknąć siekierą,

wtedy i ja przysięgłem na swą brodę,

 że wujek Lew i jego domownicy

będą bezpieczni w lesie tym na wieki.

 

RUSAŁKA

Phi! A mój ojciec wszystkich ich potopi!

 

DZIAD LEŚNY

Niech się nie waży! Bo całe jezioro

zasypię zgniłym liściem zeszłorocznym!

 

RUSAŁKA

Ratujcie, bo się zlęknę! Cha cha cha!

 

Znika w jeziorze. Dziad Leśny mrucząc pod nosem zapala fajkę, siada na obalonym pniaku. Z sitowia dobie­ga glos fujarki rzewny, przenikający, i w miarę, jak się potęguje, rozwija się wszystko w lesie. Najpierw zalśniły bazie na wierzbie i olszynie, później zatrzepotała liśćmi brzoza. Na jeziorze otwarły się pąki białych lilii i zazłociły grążele. Dzika róża ukazuje delikatne pączki. Zza pnia na wpół uschłej, rozszczepionej starej wierzby wycho­dzi Mawka w jasnozielonej szatce, z rozpuszczonymi czarnymi warkoczami o zielonawym połysku, rozprostowu­je ręce i przeciera oczy.

 

MAWKA

O, jakże długo spałam!

 

DZIAD LEŚNY

Długo, córuś!

Już nawet wilcza jagoda przekwitła.

Patrzeć, jak masło ubije kukułka,

na nóżki wzuje trzewiczki czerwone

i ludziom lata życia mierzyć pocznie.

Już goście przylecieli z ciepłych krajów.

Jak żółte kule puchu już pływają

dzikie kaczęta po czystym jeziorze.

 

MAWKA

Któż to mnie zbudził?

 

DZIAD LEŚNY

Wiosna ani chybi.

 

MAWKA

Jeszcze mi dotąd wiosna nie śpiewała

tak, jak w tej chwili. Może to się śniło?

 

Łukasz gra znowu.

 

Poczekaj... Słyszysz? Czy to wiosna śpiewa?

 

Łukasz gra tę samą nutę, ale już z bliska.

 

DZIAD LEŚNY

To jeno chłopak na fujarce piska.

 

MAWKA

Który to chłopak? “Ten, co groble rwie”?

Nie spodziewałam się po nim tej sztuki!

 

DZIAD LEŚNY

Ludzkiego rodu, wujka Lwa siostrzeniec,

zwą go Łukaszem.

 

MAWKA

Nie słyszałam o nim.

 

DZIAD LEŚNY

Bo on tu przyszedł pierwszy raz, z daleka,

nie z takich borów jak nasz, lecz sosnowych,

gdzie nasza Baba zimą przemieszkuje;

ze swoją matką-wdową osierociał,

więc wujek Lew wziął ich pod swoją strzechę...

 

MAWKA

Rada bym przyjrzeć mu się bliżej.

 

DZIAD LEŚNY

Córko,

cóż ci do niego?

 

MAWKA

A jeżeli ładny?

 

DZIAD LEŚNY

Ty się na ludzkich chłopców nie zapatruj!

Bo to dla leśnych panien niebezpieczne...

 

MAWKA

O, jaki srogi się zrobiłeś, dziadziu!

Czyżbyś mnie trzymać chciał w takim posłuchu

jak Wodnik swą Rusałkę?

 

DZIAD LEŚNY

Nie, dziecino.

 Ja ciebie w ryzach nie trzymam. To Wodnik

od niepamięci zwykł w swą topiel grząską

wszystko, co żywe, wsysać. Ja – przeciwnie,

 szanuję cudzą wolę. Baw się zdrowo

i z Pokuśnikiem, jak chcesz, przekomarzaj,

możesz ku sobie wabić wszystkie moce

leśne i wodne, górskie i powietrzne,

 jeno omijaj, córko, ludzkie ścieżki,

bo nie swoboda po nich, ale troska

dźwiga swój tobół. Omijaj je, córko:

raz na nie wstąpisz - i już po swobodzie!

 

MAWKA śmieje się

Jakimż to cudem swoboda przepadnie?

Chyba na świecie wicher wiać przestanie!

 

Dziad Leśny chce coś odpowiedzieć, ale właśnie ukazał się Łukasz z fujarką. Dziad Leśny i Mawka kryją się. Łukasz zamierza nadciąć cygankiem brzo­zę, żeby nasączyć soku. Mawka wybiega i chwyta go za rękę.

 

MAWKA

Nie rusz! Nie tykaj! Nie tnij! Nie zabijaj!

 

ŁUKASZ

Co ci, dziewczyno? Czy to ja zbój jakiś?

Soku natoczyć sobie chciałem nieco

z brzozy.

 

MAWKA

Nie ruszaj! To krew, co ją żywi.

Nie pij krwi mojej siostrzyczki rodzonej!

 

ŁUKASZ

Brzozę nazywasz rodzoną swą siostrą?

Coś ty za jedna?

 

MAWKA

Jestem Mawka leśna.

 

ŁUKASZ

przyglądając się jej nie tyle ze zdziwieniem, co z uwagą

Mawka! Ja nie raz o Mawkach słyszałem

od starych ludzi, ale sam ich nigdy

nie oglądałem.

 

MAWKA

Aleś chciał zobaczyć?

 

ŁUKASZ

Czemu nie?... Widzę, że jesteś podobna

do dziewcząt... abo do panny ze dworu,

bo ręce białe masz i cienkaś w pasie,

 i jakoś nie po naszemu odziana...

A jakież ty masz oczy - nie zielone?

wpatruje się

Ależ nie, teraz zielone... choć były

 jak niebo modre... O! Teraz znów siwe

jak tamta chmurka... Skądże, teraz czarne

czy może kare... Aż mnie dziw ogarnia!

 

MAWKA uśmiechając się

A czy ci się podobam?

 

ŁUKASZ zawstydzony

Nie wiem... chyba...

 

MAWKA śmiejąc się

A kto ma wiedzieć?

 

ŁUKASZ całkiem zbity z tropu

O co ty się pytasz?...

 

MAWKA ze szczerym zdziwieniem

Czyżby się o bo nie godziło pytać?

Spójrz, jak się pyta dzika róża w borze:

“Czym ładna może?”

A jesion głową kiwa i przyświadcza:

“Tyżeś najgładsza!”

 

ŁUKASZ

Ja nie wiedziałem, że do siebie mówią.

Myślałem, że są nieme, jak to drzewa...

 

MAWKA

Tu, w naszym lesie, nie znajdziesz niemowy.

 

ŁUKASZ

I tak przez całe życie mieszkasz w lesie?

 

MAWKA

Nie wychodziłam z niego nigdy dotąd.

 

ŁUKASZ

Jak dawno żyjesz na świecie?

 

MAWKA

Doprawdy, nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

Zamyśla się.

Zdaje mi się, że żyć musiałam zawsze...

 

ŁUKASZ

I zawsze byłaś taka jak dziś jesteś?

 

MAWKA

Myślę, że zawsze.

 

ŁUKASZ

A rodzice twoi? Może ich wcale nie masz?

 

MAWKA

Mam rodziców.

Jest Leśny Dziad, to “dziadkiem” go nazywam,

on za to mnie “dzieciną” albo “córką”.

 

ŁUKASZ

To dziadek twój czy ojciec?

 

MAWKA

Skąd mam wiedzieć? Czy to nie wszystko jedno?

 

ŁUKASZ śmieje się

Dziwni żeście

w tym waszym lesie! Któż jest tedy matką

czy babką, jak tam u was się przyjęło?

 

MAWKA

Wydaje mi się czasem, że ta wierzba

stara i sucha – to mateczka moja.

Na zimę mnie u siebie przytuliła

 i miękkim próchnem jak mogła utkała

dla mnie posłanie.

 

ŁUKASZ

Tyś tam zimowała?

A co robiłaś tam przez całą zimę?

 

MAWKA

Nic. Spałam sobie. A co zimą robić?

 Jezioro śpi, śpią lasy i sitowie.

Wierzba wciąż “uśnij, uśnij” mi skrzypiała

 i we śnie śniła się kraina biała:

błyskał na srebrze diament lodowaty

i słały się nieznane zioła, kwiaty

 białe, błyszczące... Wolnym, lekkim lotem

spadały gwiazdy ze srebrnym migotem

w puchate stogi. Świat czysty i biały

 był dookoła. Perły i kryształy

 jak z naszyjników rozsyłają ognie...

Spałam. Pierś moja tchnęła talk swobodnie...

Z białymi snami snów różowych tkanka

splotła się jak powiewna wyszywanka,

złoto i błękit w marzeniach się plecie,

spokojne, ciche, inne niźli w lecie...

 

ŁUKASZ zasłuchany

Jak ty to mówić umiesz...

 

MAWKA

Miło słuchać?

 

Łukasz przytakuje głową.

Twoja fujarka piękniej opowiada.

Zagraj mi trochę, to się pokołyszę.

 

Mawka splata długie witki brzozy, siada w nich i ko­łysze się powoli niczym w kolebce. Łukasz gra, oparty o dąb, i nie spuszcza oczu z Mawki. Gra nutę “Wiośnianki”. Mawka przysłuchując się bezwiednie wtóruje mu cicho na tę samą nutę.

 

MAWKA

Jak słodko wygrywa,

przenika do żywa

niby nożem piersi białe, serce z nich wyrywa!

 


                                       

                                         При цитуванні і використанні матеріалів посилання на сайт обов'язкове.